Obudziłam się z uśmiechem na ustach około godziny 10:00. Przez pewnien czas z przymkniętymi powiekami rozkoszowałam się zapachem mojej ulubionej kawy oraz hip - hopem lecącym z głośników. Otworzyłam oczy, podniosłam się z łóżka, włożyłam na nogi moje zielone, włochate kapcie i pognałam do kuchni. Zobaczyłam zaspanego Bartka, siedzącego przy stole i pijącego kawę. '-Hej, dobrze spałeś?' - usiadłam koło niego mierzwiąc mu włosy. '-Jeszcze masz czelność pytać.. chrapałaś całą noc tak, że się spać nie dało.' - odpowiedział. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Zjadłam śniadanie (zrobione przez Bartosza) i trochę z nim pogadałam. Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi nakazałam Bartoszowi otworzenie ich, podczas gdy ja pognałam ku łazience. Ubrałam się w jakieś baggy i wyciągnięty t-shirt. Wyglądałam jakoś tak.. inaczej. Kruczoczarna grzywka opadała mi po części na jedno oko, a ubrania na mnie wisiały jak na wieszaku. Wyglądałam na szczęśliwą. Twarz jakoś pozbyła się grymasów złości czy jakiegokolwiek bólu, mięśnie rozluźniły się, a twarz promieniała. Zachwycałam się długo nad swoim dotychczasowym stanem, dopóki tego wszystkiego nie przerwały mi krzyki. Zeszłam na dół, nadal przekonana, że to może Edyta kłóci się z Kamilem o coś tak głupiego jak kto ma dziś pomagać w monopolowym za alko, ale na wszelki wypadek przyspieszyłam kroku. I może dobrze, że tak zrobiłam bo okazało się, że to Basia przyjechała w odwiedziny.
Gdy ją zobaczyłam poczułam niesamowite szczęście. To co że biła Bartosza torebką ( w której miała chyba cegłówki), kopała go i krzyczała mu w twarz, że ma mi nie wchodzić w drogę ani nie zakradać się do tego domu, bo wezwie policję. Na mój widok szybko do mnie podbiegła i widząc mój obecny stan zdrowia zaczęła wykrzykiwać, że tego jest już za dużo i dzwoni na policję, bo nikt nie będzie bił jej dziecka. Widząc jak rozbawienie maluję się Bartoszowi na ustach, zaczęłam ją uspokajać. Przedstawiłam jej Bartka, a gdy on poszedł robić nam herbatę opowiedziałam jej wszystko związane z moim stanem zdrowia oraz obecnością obcego chłopaka w domu. Przyjęła wszystko ze spokojem aczkolwiek nie wypiła zrobionej herbatki "dla bezpieczeństwa". Bardzo się cieszyłam, że przyjechała - nieczęsto mnie odwiedza. Praca, interesy, interesy, praca itd. Miło że znalazła czas dla mnie. Szkoda tylko, że zostaje tylko do jutra. Będzie mi jej brakować. Zadzwoniłam po resztę moich znajomych. Jakieś 5 minut później przyszedł Wiktor, Kamil, Edytka, Sylwia i Michał. Nie miałam po co dzwonić do Pawła tudzież Agnieszki, bo zwyczajnie nie miałam na to ochoty. Basia ich wszystkich polubiła, choć zachowała ten dystans. Siedzieliśmy tak do wieczora, potem ekipa poszła ogarniać jakiś melanż. Ja oczywiście zostałam w domu. Siłą wykopałam Bartka na ten wypad. W końcu ktoś musiał tych dekli poodwozić. Załączyłam z Basią jakiś film (chyba komedia romantyczna) i rozczulałyśmy się nad biednym zakochanym chłopaczkiem, lecącym za jakąś rozhisteryzowaną biedaczką w niebieskiej sukieneczce. Film jak to film - wiedziałam, że skończy się dobrze i ani na moment nie chciałam wczuć się w historię tej uroczej młodej pary w chwilowej rozłące. Nie miałam ochoty przeżywać tego wszystkiego co oni. Dziś po prostu media mną nie manipulowały. Jednakże miło było siedzieć z nią i wcinać popcorn oraz bomby kaloryczne w postaci lodów, chipsów, ciast i tego typu szkodzącym zdrowiu gówien. Opowiadała mi o wszystkim co działo się przez ostatni miesiąc i dlaczego nie mogła tu zawitać. Ja wiedziałam, że tak musi. Byłam do tego najzwyklej w świecie przywyczajona. Jednak na pytanie, co ja robiłam przez ten miesiąc jakoś trudno było mi odpowiedzieć. No bo w końcu siedzenie na parapecie, cała zapłakana, w dresie i rozciągniętej bluzce z kakaem w ręku to nie jest ciekawie spędzony czas. Lepsze to jednak niż ćpanie w miejskich szaletach. Jakoś nie miałam ochoty opowiadać o tej całej szopce z Pawłem w roli głównej. Sama ze mnie to wydusiła. Przytuliła mnie mocno, tak jak tylko potrafiła. Ale to nie pomagało. W głowie nadal burzyły się sprzeczne myśli. Tak samo jak morze uderzało w skały. Morze w tym wypadku były to myśli "ułoży się, będziecie szczęśliwi" , a skały to te twarde przekonania o zimnie jego serca. Morze podburzało skały. Nie wiem ile jeszcze tak dam radę. Wierzyłam, a raczej chciałam wierzyć, że w najmniejszych odmętach tego organu jakaś cząstka mięśnia dalej pracuje. Pracuje dla mnie. Łzy nie ciekły mi ciurkiem. Z resztą to było zrozumiałe. Przez rok swoimi łzami wypełniłabym stu litrowe akwarium. Nie odzywając się oglądałyśmy film.Przy końcu, kiedy to zwykle ma nastąpić tak zwany 'happy end', który nigdy się nie zdarza (no bo serio, który facet goniłby samolot swojej wybranki na jakimś wózku? Nie lepiej odlecieć tam następnym samolotem?), ktoś zadzwonił do drzwi. Myślałam, że wrócił Bartek znudzony jakimś kolejnym 'dennym' melanżem. Nie chciało mi się wstawać, gdyż właśnie pochłaniałam kolejne lody czekoladowe, jednocześnie 'topiąc' w nich wszelkie smutki. Póki co działało. Posłałam do drzwi Basię. Nie obchodziło mnie kto to dopóki nie usłyszałam tego głosu. JEGO głos. "-Oj, przepraszam. Widocznie przeszkodziłem." - powiedział zduszonym głosem. Nigdy nie słyszałam tej barwy. I podejrzewam, że Michał wiedziałby od razu co to oznacza. Nie ja. Podbiegłam prędko w stronę drzwi. Basia stała i patrzała się to na mnie, to na niego, nie wiedząc zbytnio o co chodzi. Nie zważałam na nią. "-Paweł, czekaj!" - krzyknęłam na widok odchodzącego od progu Pawła. Basia automatycznie wiedziała, że ma się ulotnić. Spojrzałam w stronę Pawła. Lazurowe oczy były takie.. nadzwyczaj suche. Nie wiem jak to wyjaśnić w jakiś sensowny, czy naukowy sposób. Po prostu było coś z nimi nie tak. W ogóle z nim było coś nie tak. Czerwone rurki w czarną kratkę, do tego jakieś szelki. T-shirt z napisem "Metalica" niewątpliwie pożyczony od Michała. Pachniała mną. Przecież jeszcze tak nie dawno miałam ją na sobie. Czarne trampki - a to dziwne. Nigdy nie nosił trampek. A to nie jedyne zmiany. Zafarbował włosy na czarno, zrobił grzywkę na bok, kolczyk w wardze, mnóstwo dziurek w uchu i w brwi. Wyglądał trochę jak Dominik z "Sali samobójców". Z małą różnicą. Tylko Pawła kochałam. '-Hej.. zmieniłeś się.' - powiedziałam, nieco nieśmiało. '-Tak. Miałem ci coś powiedzieć, ale.. nie będę przeszkadzać. Już w ogóle. W życiu.' - powiedział. Głos mu się nieco załamywał, a ja byłam zrozpaczona. Nie wiedziałam o co mu chodzi, a tak bardzo chciałam pomóc. Położył mi dłoń na szyji. Następnie nachylił sie i pocałował mnie w czoło. '- Poradzisz sobie, mała. Ale już beze mnie. Już nie będę cię bronił. Żegnaj.' - szepnął. Staliśmy tak długo. Moje i jego łzy mieszały się na moim dekolcie. Płacz bezsilności. Ja - bo nie wiedziałam co to oznacza. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek się tak do mnie zwróci. On - bo doskonale wiedział, co będzie później i jak będę przez to cierpieć.
__________________________________________________________________________________
Tak, wiem, miałam dodać notkę w poniedziałek lub w weekend.
Przepraszam, nie dałam rady. Zmęczenie. Pisałam to w różne dni.
Wiele razy edytowałam. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że niczego nie spaprałam.
Pozdrawiam :)
środa, 14 września 2011
niedziela, 4 września 2011
Poniedziałek, 21 sierpnia.
Obudziłam się rano z głową położoną na miękkim misiu. Cały był przesiąknięty zapachem Bartka, tego którego traktowałam jak starszego brata. To przecież on zawsze się mną opiekował, albo wyciągał z najgorszego bagna. Usiadłam i poczułam przeszywający wręcz ból w okolicach żeber, jak i zarówno klatki piersiowej. To drugie było na tle emocjonalnym. Poczułam zapach jego ulubionej kawy, którą parzył mi co rano. I o dziwo tym razem do oczu nie napłynęły mi łzy. Nie zdąrzyły. W drzwiach ujrzałam Bartosza z dwoma kubkami kawy w ręku, a na dodatek był w samych bokserkach.. w serduszka. Natychmiast wybuchłam histerycznym śmiechem. Kto w wieku osiemnastu lat nosi gacie w serduszka? Bartosz odparł, że noszenie takich gaci to nic złego. No i zachował tego swojego 'poker fejsa'. Wypiłam kawę i zeszłam do kuchni. A w niej ujrzałam mega śniadanie no i Edytę, Sylwię, Wiktora i Kamila. Wyściskałam ich mocno (chociaż bolało niemiłosiernie). Każde z nich zaczęło mi coś opowiadać, podczas gdy ja szamałam moje śniadanie - górę naleśników z bitą śmietaną. Dowiedziałam się między innymi, że Edyta chodzi załamana gdyż Kamil chodzi z tą całą Angeliką, a jeszcze gdyby tego było mało próbuje je na siłę zaprzyjaźnić. Zaś Wiktor zauroczył się w Kasi - tej ze szpitala. I tak wpadłam na pomysł, że dziś pójdziemy do szpitala je odwiedzić. W prawdzie nie chodziło mi tylko o nie, pragnęłam też ujrzeć Pawła. Ciało może tego jakoś specjalnie nie potrzebowało, ale dusza rwała się do niego jak szalona - nie wiedzieć czemu. Poszłam szybko na górę, ubrałam się w jakieś rurki i kolorowy t-shirt, ogarnęłam moje czarne włosy i zeszłam na dół. Wskoczyłam w me czarne nike i już miałam dołączyć do ekipy w samochodzie gdy zatrzymało mnie szarpnięcie za ramię. Zbyt delikatne na Pawła czy Michała. To była raczej dziewczyna. Nie wiem kogo w tamtej chwili się spodziewałam. Miałam tylko nadzieje, że to nie ktoś kogo wolałabym dziś nie spotkać. Obróciłam się i gdy zobaczyłam kto przede mną stoi obeszła mnie gęsia skórka. Agnieszka. To przez nią mam ograniczoną swobodę ruchów i kilka siniaków. '-Słuchaj...' - zaczęła. Ale ja chyba nie chciałam żeby kończyła. '-Co, chcesz mnie jeszcze dobić? To raczej ty słuchaj. To wszystko nie moja wina, ale wiesz... ja nie biję nikogo kto mi podpadnie nawet pod wpływem uczuć. To nie moja wina, że wydaje ci się, że on mnie kocha.'Twarz Agnieszki znieruchomiała, widocznie była nieco zaskoczona. Nie patrzyła mi w oczy, tylko to co jest za mną. Myślałam raczej, że to ekipa która wystawia głowy zza szyb samochodów. Co ja gadam, byłam pewna, że to ją zdziwiło. Albo to, albo moje słowa. Uśmiechnęła się, a oczy jej rozbłysły. Jednak nadal nie patrzyła na mnie. A ja nie mogłam się odwrócić, bo znieruchomiałam. Po raz pierwszy nie wiedziałam co dana osoba ma mi do powiedzienia. Zwykle to przewidywałam. '-Myślę jednak, że on cię kocha. Zależy mu na tobie jak na nikim innym. Przyznam, że zazdroszczę, bo chłopak wcale nie jest taki pusty jak się niektórym wydaje. To jak droga do skarbu. Musisz się namęczyć by odkryć to co w nim najcenniejsze.' - powiedziała rozpromieniona. Nadal nie wiedziałam o co jej chodzi. Dobierałam jakieś losowe słowa z mojej głowy, układałam je w zdaniach i jakoś nadawałam im sens. '-Coś ci sie w głowie poprzewracało. Może i nadal Paweł jest dla mnie ważny, ale ja dla niego nie. On mnie nie kocha. A jeśli twierdzisz inaczej to albo jesteś idiotką, albo do końca go nie znasz. Bo wyobraź sobie, że ja znam go na wylot i wiem do czego jest zdolny. Więc jak masz ględzić o tym, że rozbiłam wasz związek to wypierdalaj. On cię nawet nie kochał. On nikogo chyba nie kocha.' - syknęłam, a w płucach momentalnie zabrakło mi tlenu. '-Szybko się uczysz.' - usłyszałam głos. Nie należał on do Agnieszki, ani do nikogo z ekipy. Znałam ten głos na wylot. I jego właściciela. Paweł. Obróciłam się, i zobaczyłam jego sylwetkę. Ale wygląd mnie nie interesował. Spoglądałam raczej w lazurowe oczy, które pełne były jakiś dziwnych, niespotykanych u niego uczuć. Cieszył się, ale tak jakby z przymusu. Nie wiem jak on to robił. Jak mógł udawać uczucia? Na jego widok moje kąciki ust mimowolnie (i mam nadzieje, że minimalnie) podniosły się ku górze. '-Wiesz, Paweł? Nadal mam nadzieję, że kiedyś się zmienisz. Że nie będziesz takim chujem.' - powiedziałam ukrywając radość z powodu jego obecności. '-Jak to się mówi: nadzieja matką głupich.' - odpowiedział z tym swoim ironicznym uśmiechem. Ta dziwna euforia wydobywająca się z jego oczu budziła we mnie panikę. Wiedział jak ranić ludzi. Zanim zdążyłam o cokolwiek spytać on ulotnił się, najprawdopodobniej na plażę. '-I ty wierzysz w to co on mówi.. słuchaj, chciałam cię jakoś przeprosić za to wszystko, targały mną emocje, a nie zdrowy rozsądek. Mam nadzieję że kiedyś mi wybaczysz i pójdziemy na jakieś piwo' - przerwała ciszę Agnieszka. Dopiero teraz spojrzałam na jej strój. Szare dresy, wyciągnięty t-shirt i męska bluza. A na buzi zero tapety. '-Możliwe.' - odpowiedziałam i poszłam w stronę samochodu. Przez całą drogę każdy pytał kto, co, jak, dlaczego i tak dalej. Opowiedziałam im wszystko i jakoś ze mnie wszystko uszło, jak powietrze z nadmuchanego balonika. Dojechaliśmy na miejsce i poszliśmy w stronę sali dziewczyn. Moje łóżko wciąż stało puste, widocznie nikomu w tym mieście nie zbierało się na bójki. Poszliśmy do bufetu coś wszamać, jednak ja nie jadłam. Góra naleśników i milionowa stresująca sytuacja dały w kość. Zwymiotowałam im na korytarzu. Salowa tylko przewróciła oczami i zabrała się za sprzątanie tej 'niespodzianki', a gdy chciałam jej pomóc to pogoniła mnie mopem. Tak, uwielbiam te kobiety. Okazało się, że za kilka dni wychodzą i zapraszają nas gdzieś do Sopotu gdyż mają tam dom. Co ja gadam, jaki dom. Willę ! A otóż tak, są kuzynkami i oczywiście mój umysł nie ogarnął tego po pierwszym spotkaniu. Czyli są tu na wakacjach. No i tak przegadaliśmy cały dzień - a to w bufecie, a to w pobliskim parku czyli 'wybiegu dla pacjentów', lub w ich sali. Zrobiło się grubo po 19:00 więc musieliśmy już iść. Wyszłam na końcu i kierując się do wyjścia natknęłam się na Michała. '-Cześć, co słychać?' - spytał. Opowiedziałam mu wszystko co się dzisiaj działo i tak dalej. Chciałam zaprosić go tam do Sopotu, o ile tam pojedziemy, ale stwierdził, że musi być przy Pawle, choć jak na razie Paweł go nie potrzebuje. Otóż okazało się, że Paweł chodzi cały zadowolony, bo jego mama odzyskała cudem przytomność i może normalnie mówić. Powiedziała, że czuje, że śmierć już na nią czyha więc przepisała dom Pawłowi, a nie jego ojcu. Okazało się również, że jego ojciec zdradzał jego mamę. Przykre, aczkolwiek dla Pawła było to chyba najlepsze rozwiązanie, z reszą ojca nienawidził więc nie był to jakiś tam szok. Wyściskałam Michała, nie wiem czemu, tak działają na mnie dobre wieści i szybko wyszłam z tej instytucji, która zmuszała mnie do myślenia o śmierci i tego typu sprawach. Wsiadłam do samochodu, Bartosz odwoził każdego po kolei (a właśnie, aż dziwne, ze nie szkoda mu było na paliwo) a potem gdy byliśmy sami pojechaliśmy na kolację do maka. Pałaszując hamburgera wszystko mu opowiedziałam. Wróciliśmy do domu, obejrzeliśmy "Krzyk" i poszliśmy w kimkę. I nie wiem czemu, ale zasypiając pomyślałam, że w końcu może być normalnie.
_________________________________
Notka mi się nie podoba, taka byle jaka.. pisana na szybko.
Dziękuję za tyle wejść (dziwię się, że chce wam się tu wchodzić.)
Postaram się jutro coś napisać (kończę jutro najwcześniej).
Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło. ♥
_________________________________
Notka mi się nie podoba, taka byle jaka.. pisana na szybko.
Dziękuję za tyle wejść (dziwię się, że chce wam się tu wchodzić.)
Postaram się jutro coś napisać (kończę jutro najwcześniej).
Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło. ♥
wtorek, 30 sierpnia 2011
Niedziela, 20 sierpnia.
Obudziłam się w ramionach Michała. Jego chyba też zmęczyła ta sytuacja i również usnął. Widocznie przeniósł mnie na łóżko i położył się obok. Wstałam, rozejrzałam się. Nikogo prócz nas nie było. Muszę przyznać, że nieco się przestraszyłam, nawet nie wiem z jakiego powodu. Czy dlatego, że dziewczyny zniknęły, czy dlatego że jestem sam na sam z Michałem. Chyba tego pierwszego. Z Michałem nie raz zostwałam sama i nic się nie wydarzyło. Może i nie znam go aż tak długo jak reszty, i może nie mam podstaw do takiego stwierdzenia, ale ja po prostu w to wierzyłam. Nagle poczułam czyiś oddech na karku i dotyk na ramieniu. Od razu odskoczyłam. Przypomniał mi się Paweł jak robił to gdy się budziliśmy. Co jak co, ale są bardzo podobni. Podeszłam do okna. '-Hej, nie bój się przecież wiesz że ci nic nie zrobię.' - powiedział, przeciągając się na łóżku. '-Gdzie są dziewczyny?' - spytałam przez łzy. '-Są w bufecie z Kamilem i Wiktorem. Ej, nie płacz, nie chciałem ci nic zrobić.' - powiedział wstając z łóżka. Te wszystkie metalowe przedmioty (a może to były monety w kieszeni?) zadźwięczały i robiły to za każdym razem gdy się poruszył. Podszedł do mnie, tym razem na bezpieczną odległość. Jakby bał się go poparzę, albo ja wyskoczę przez okno za sprawą jego dotyku. Widząc to zaczęłam mu wszystko wyjaśniać. '-Michał, tu nie chodzi o ciebie. Jestem jakaś nawiedzona. Nawet najmniejszy szczegół przypomina mi Pawła, którego przed kilkoma godzinami tuliłam i powtarzałam, że będzie dobrze. Nie wiem co się ze mną dzieje. Rozsypuję się tak jak w czasie choroby mamy. Ja..ja.. ja wiem że nie będzie dobrze.' - wydusiłam ostatnie zdanie, krztusząc się przy tym łzami. Po chwili byłam już w silnych ramionach Michała. Płakał, niewiedzieć czemu. Moczył mi koszulkę, ale nie miałam mu tego za złe. Jego bluzę można było wręcz wycisnąc z moich łez. Który to już raz ktoś przytula mnie, próbując podnieść mnie na duchu? Milionowy? Ale jest to jak złoty środek. Nagle ktoś otworzył drzwi, wesoło rozmawiając. Dziewczyny z Kamilem i Wiktorem wróciły z bufetu. Wszyscy stanęli w miejscu i tylko Kamil wydukał coś w stylu '-To my nie przeszkadzamy.' Michał spojrzał na mnie, dłonią dotykał swojego karku. Minę miał równie zaskoczoną jak ja. Zaschnięte łzy wręcz mieniły się w tym świetle. Po chwili wybuchnęliśmy szczerym, nieposkromionym śmiechem. Musiałam się spakować, była 16:00, a ja za dwie godziny miałam stąd wreszcie wyjść, w towarzystwie tajemniczego opiekuna. Michał pomógł mi z tym, nie mogłam się przecież schylać. Co jak co, ale dużo tego nie było. Po za tym moim kumple są inteligetni, bo zamiast jakiś ciuchów na przebranie porozdawali mi czekolady. Michał powiedział, że nie ma problemu i sięgnął do plecaka Kamila. Podobno mówił, że wziął za dużo ciuchów na przebranie. Założyłam moje nike, jego obszerne dresy, moją bluzkę bokserkę i jego wielgachną bluzę. Właśnie tak wybrałam się z Michałem do bufetu. Od razu zauważyliśmy naszych czubów, wygłupiających się przy jednym ze stolików. Przywitaliśmy się ze wszystkimi. Każdy mierzył nas jakimś dzikim spojrzeniem. Tylko Kamil bąknął coś w stylu '-Ej, to chyba moje.' Michał wyjaśnił wszystko jakimś cudem i nawet nie podał prawdziwej wersji wydarzeń. Wszyscy 'jako-tako' to przyjęli, ja zamówiłam jakiegoś kotleta z racji z tego iż mój żołądek dopominał się głośno jedzenia. Muszę przyznać, że było pyszne. Gadaliśmy długo, powymieniałam się z dziewczynami numerami - mieszkały niedaleko mnie, a nawet z jedną będę chodzić do klasy, tak, ten rok szkolny musi się udać. Wybijała godzina 17:45 więc zostawiłam ich w bufecie, tłumacząc się, że do domu odwiezie mnie 'opiekun'. Poszłam do sali, w której czekał lekarz. Dał mi jakieś papiery do podpisania, które natychmiastowo podpisałam i powiedział, że jego syn będzie tutaj za chwile. Wzięłam mój plecak i poszłam poczekać przed salą. Nie chciało mi się tam siedzieć, długo tam siedziałam. No może nie aż tak długo, ale nienawidzę szpitala, ani takiego klimatu. Odrzuca mnie. Kojarzy mi się ze wszystkimi przykrościami w życiu. Ze śmiercią mamy, z walczącą o życie mamą Pawła, z wszelkimi ludzkimi tragediami... chciałam stąd wyjść i już nigdy nie wrócić. Patrzyłam za odchodzącym lekarzem, którego w pewnym momencie zatrzymał jakiś chłopak. Chyba się znali, przynajmniej tak to wyglądało. Nawet nie myślałam o tym, że to może mieć jakiś związek ze mną. Otworzyłam gazetę i zaczęłam ją intensywnie czytać. Choć w środku nie było nic co by mnie jakoś interesowało, czytałam bo się denerwowałam. W końcu gdy poczułam jakiś wzrok na moim ciele, podniosłam nieśmiało głowę znad gazety. Nade mną stał Bartosz - ten, którego tak dawno nie widziałam. '-A ty co tu robisz?' - spytał zdziwiony. '-Czekam na jakiegoś kretyna, który ma się mną opiekował bo nie mam rodziców.' - odpowiedziałam niezadowolona. '-Cześć. Kretyn jestem.' - powiedział, a ja nie mogłam uwierzyć w jego słowa. '-Co? Ale jak...' - spytałam. '-Ojciec ze mną nie mieszka, jest lekarzem. Przenieśli go tutaj i mamy kontakt. Idę w jego ślady, ale nie chcę utrzymywać z nim kontaktu. Obawiam się jednak, że to niemożliwe. No trudno. Zgodziłem się na ten układ, bo myślałem, że wyrwę jakąś laskę. No ale tego się nie spodziewałem. Ale naprawdę nie skapnęłaś się, że mamy takie same nazwiska?' - zaśmiał się. Zaprzeczyłam, nadal zszokowana. Śmiał się również ze mnie i z tego jak się ubrałam.Zaprzestał tej czynności gdy posłałam mu zabójczy wzrok. Pojechaliśmy najpierw do pobliskiego maka, a potem do mojego domu. Oczywiście Bartosz wybrał same horrory. Opowiedziałam mu wszystko. Bartosza zdziwiło zachowanie Emila, ale cóż, każdego to zdziwiło. Powiedział, że może być moim zastępczym najlepszym przyjacielem. Co za bzdura. On już jest moim najlepszym przyjacielem. Tak więc jedliśmy żarełko z maka, popijając Colą z biedronki i oglądając horrory. Oczywiście rękaw w który mogłam się schować był zwarty i gotowy. Gdy usnęłam mu na kolanach on bezczelnie zrzucił mnie z nich, ale tylko po to by doczołgać materac przed ekran. Zamiast poduszki pod głową miałam jego klatkę piersiową, a on miał jakiegoś tam misia. Oboje usnęliśmy tak jakoś normalnie. Tak jakby na świecie nie było problemów. Jakby nie było się czym martwić.
____________________________________
Dzięki za miłe komentarze i docenianie mojej pracy. < 33
Pozdrawiam :)
____________________________________
Dzięki za miłe komentarze i docenianie mojej pracy. < 33
Pozdrawiam :)
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Sobota, 19 sierpnia.
Długo tam siedziałam myśląc, a oczy co minutę szkliły się na nowo. Kamil siedział koło mnie pocieszając mnie i namawiał bym wróciła już do swojej sali, gdyż mogą się skapnąć, że zniknął wózek, a po za tym w sali czeka na mnie czekolada, która poprawi mi humor. Nie sądziłam w tym momencie, że jakikolwiek smak czegokolwiek mógłby mi zastąpić dotyk Pawła. Chciałam być przy nim w tej chwili, praktycznie w każdym momencie, całą swoją osobą. Wiedziałam, że moją obecnością podnoszę go na duchu. A może tak mi się wydawało? Kamil pomógł mi z powrotem usiąść na wózku. Rejestrowałam wzrokiem każdy szczegół, który przydałby mi się w razie podjęcia decyzji samodzielnej wędrówki na ten oddział. Zapisałam wszystko w mózgu i chyba wiem, jak się tam dostać. Dostaliśmy się do sali. Dziewczyny nieco zaskoczone - myślały, że śpię. Usiadłam na łóżku, co było zaskoczeniem. Usiadłam samodzielnie. Dziewczyny przyglądały się Kamilowi, a miały ku temu powody. Kamil był nieziemsko przystojny. W gimnazjum wszystkie panny na niego leciały, a on je tylko wyśmiewał. Bo on ze wszystkiego się śmieje. Sięgnął po największą czekoladę jaką miałam na szafce nocnej i wesoło rozerwał opakowanie na strzępy. Zaczął się nią łakomo obżerać, a po chwili zorientował się, że patrzą się na niego trzy pary oczu, z których bił wyrzut o nie podzielenie się jak i rozbawienie. No cóż, trzeba przyznać, że wyglądał jak mały dzieciak, który cieszy się nawet z długopisu, o ile byłby on z supermena na przykład. Przesiedzieliśmy tak parę godzin, oczywiście wesoło dyskutując na różne tematy, począwszy od 'faceci to świnie' , a 'czy wszyscy fryzjerzy są gejami?'. Było świetnie, lecz czas odwiedzin się skończył, była już 20:00. Wtedy Kamil sięgnął do plecaka, znajdującego się pod łóżkiem i wyjął z niego ciuchy na przebranie i m.in. pidżama. Trochę się zdziwiłam, nie miał przecież gdzie spać, a po za tym w około były same dziewczyny. Nie chodzi mi o niego, przecież wiem, że żadne najczarniejsze scenariusze nocy w szpitalu z trzema dziewczynami się nie zdarzą, gorzej z dziewczynami, one go przecież nie znały tak dobrze jak ja. Jednak przyjęły go ciepło, choć gadały z nim tylko parę godzin. No cóż, Kamil potrafi zauroczyć najbardziej twardą dziewczynę. Gadaliśmy do trzeciej w nocy, potem poszliśmy spać. Okazało się, że Kamil miał też laptopa i oglądaliśmy horrory. Oczywiście zgodził się zastąpić Bartka w funkcji 'rękawa do przytulania'. Nagorzej było chyba, gdy pod koniec filmu wyłączył mu się laptop. Wtuliłam się w niego, a zimny pot ze mnie spływał normalnie. Nigdy bym nie pomyślała, że przez taką głupią rzecz doświadczę takiego stanu. Musiałam iść wziąć prysznic, choć nie było to łatwe, pielęgniarki były czujne. Jakoś dałam radę. Gdy wróciłam, zastałam wszystkich (prócz Kamila) w łóżkach. One też się bały, a Kamil bezczelnie się z nich naśmiewał. Nakazałam mu 'hibernację' w trybie natychmiastowym. Musiał niestety spać pod moim łóżkiem, rano był przecież obchód. Nie chciałam mieć nieprzyjemności. Na pocieszenie dostał kocyk w serduszka. Zasnęłam. Nie miałam żadnego snu. Po prostu błogi odpoczynek. Obudziłam się jeszcze przed obchodem, który miał zacząć się za 5 minut. Mniej więcej tyle podnosiłam się z łóżka. Do sali wszedł lekarz, a ja zauważyłam rękę Kamila wystającą spod łóżka. Kopnęłam ją pod łóżko, a Kamil w celu wstania zapomniał że śpi pod łóżkiem i walnął się w głowę. Chyba nie jest mądry bo rozległ się dość duży huk.'-Co to?' - spytał lekarz. '-Pewnie Ania walnęła gipsem w oparcie' - odpowiedziałam spanikowana. Poszczęściło mi się bo Ania rzeczywiście miała gips. Kamil chyba wiedział o co chodzi więc siedział w miarę cicho. '-Co masz pod łóżkiem?' - spytał lekarz. Nie wiem czy miał prawo do tego, żeby się w ogóle o to pytać, czy może chodziło o ciekawość, albo o to czy nie przemyciłam żadnego narkotyku. '-Spokojnie, panie doktorze, jedyną w miarę nielegalną rzeczą jest tylko ilość czekolad na szafce nocnej. Pod łóżkiem mam plecak z bielizną.' - nie wiem jakim cudem zgadłam to, że Kamil zasłaniał się plecakiem. '-Przepraszam, nie powinienem o to pytać. Często zdarza się, że nastolatki przemycają kolegów na noc, a potem wracają do nas na oddział położniczy po dziewięciu miesiącach, wydając dziecko na świat.' - przerwał widząc moją zdziwioną minę. - 'Tak czy siak możemy wypisać cię dzisiaj o ile twoi rodzice po ciebie przyjadą.' - powiedział. '-Moja matka umarła, a ojciec uciekł. Czyli tak praktycznie nie mam rodziców. Mieszkam sama, mam matkę zastępczą, owszem interesuje się mną, ale mieszka gdzie indziej, tam gdzie ma pracę.'- powiedziałam. Tym razem lekarz okazał się zdziwiony. '-Okey.. mam syna który ma 18 lat i pragnie zostać lekarzem, w najbliższej przyszłości pójdzie na medycynę.. zgłoszę go jako opiekuna - starzystę, przyjedzie po ciebie i będzię się tobą opiekował dopóki wszystko nie będzie dobrze. Będę do ciebie wpadał. I co zgadzasz się?' - spytał. Nie miałam żadnych przeciwskazań, wręcz zmuszona byłam tak zrobić. Chociaż nie chciałam zostawiać dziewczyn. Dowiedziałam się, że owy chłopak przyjedzie po mnie dziś o 18:00 i zabierze mnie do domu. Gdy lekarz poszedł, spod łóżka wyskoczył Kamil. '-Noo, Martyna, romansik się szykuje ..' - naśmiewał się. Spierałam się z nim, że wcale nie, że totylko 'opiekun' czyli będzie przynosił mi wszystko czego sobie zażyczę. Taką paplaniną obudziliśmy dziewczyny. Pogadaliśmy sobie trochę, a rozmowę przerwała nam pielęgniarka (na widok której Kamil się schował, nie dlatego, że była straszna, ale też i z innych powodów), która oznajmiła nam, że mam gościa. Był to nikt inny jak Wiktor i Michał. Ucieszyłam się na ich widok, byli moimi łącznikiami ze światem zewnętrznym. Wyściskałam ich mocno, Kamil wyłażąc z łóżka zrobił tak samo. Wiktor trochę się odsunął na widok pędzącego w jego stronę Kamila w bokserkach i koszulce. Usiadł zdumiony, a ja wszystko im opowiedziałam. Łącznie z tym, że dziś wracam do domu. Wiktor ucieszył się, że mnie wypisują,a Michał śmiał się za każdym razem kiedy przypomniał sobie o Kamilu śpącym pod łóżkiem. Gadaliśmy trochę, oczywiście zapoznałam ich z dziewczętami. Wiktor od razu przyczepił się do Kasi, a Kasia była nim wręcz zachwycona. No cóż, on też był przystojny. Odmówiliśmy śniadania i obiadu z racji z tego iż zostało nam jeszcze z 5 czekolad do obalenia. Tyle to kalori... Okazuje się, że do dobrej zabawy nie potrzebny jest alkohol (chociaż dobrze żeby był), ale i czekolada daje dużo radości. Radości w sali numer pięć było aż nadto dopóki nie zapukał ktoś kogo w życiu bym się nie spodziewała. Do sali wszedł Emil z szóstą czekoladą w ręku. Oczy momentalnie nam się zaszkliły, na samą myśl o tych słowach - jak dla mnie niepotrzebnych. wręczył mi czekoladę, jednak odparłam, że nie chcę tego wszystkiego. Że trzeba było się tak nie zachowywać wobec mnie, ponieważ ja mu nic nie wygarniałam. Przecież byliśmy jak rodzeństwo i on to popsuł. Klęknął przed moim łóżkiem, na którym siedziałam, a światło z okna doskonale oświatlało jego twarz. Złapał mnie za rękę, spojrzał mi w oczy. Przepraszał z całych sił, dopóki nie zamilkł całkowicie, zakrztuszony własnymi łzami. Zdziwiło mnie to, nigdy nie płakał. Zawsze był twardy, nawet wtedy kiedy Monika zrobiła mu to co zrobiła. '-Wyjdź.'- szepnęłam patrząc się we własne stopy. - 'nie chcę cię znać. Przynajmniej na razie.' - powiedziałam. Nadal klęczał. '-Wyjdź w końcu!' - krzyknęłam cała zapłakana, a przed oczami stanęły mi mroczki. I to bynajmniej nie te z telewizji. Zdołałam zobaczyć tylko Michała który siłą odprowadza Emila do drzwi. Potem odleciałam. Nie wiem jak to możliwe, że przy takiej porcji magnezu udało mi się zasłabnąć. Ocknęłam się po jakiś pięciu minutach. Leżałam na podłodze, głową na ciemnych spodniach Michała. Usiadłam i czułam ból. Nie tylko w żebrach. W sercu też. Nie wiele myśląc wdrapałam się do Michała na kolana i wtuliłam się w jego ramię, którego bluza pochłaniała wszystkie łzy. Gładził mnie po włosach powtarzając, że będzie dobrze. Pozostali patrzyli na nas dziwnie, jakby myśląc że jesteśmy parą. Nie. Ja go traktowałam jak brata. Starszego brata. I to właśnie jemu po raz kolejny zasnęłam na rękach.
___________________
Takie nijakie, jak wszystko tutaj, no ale cóż. :D
Dziękuję za tyle wejść i tyle miłych komentarzy.. nie spodziewałam się. :)
Mam nadzieję, że notka 'ujdzie' i będzie okey.
A i mam wiadomość: w roku szkolnym pewnie nie będę dodawała tego tak często, ale przysięgam, że min. raz na tydzień coś się pojawi.
Pozdrawiam . :**
___________________
Takie nijakie, jak wszystko tutaj, no ale cóż. :D
Dziękuję za tyle wejść i tyle miłych komentarzy.. nie spodziewałam się. :)
Mam nadzieję, że notka 'ujdzie' i będzie okey.
A i mam wiadomość: w roku szkolnym pewnie nie będę dodawała tego tak często, ale przysięgam, że min. raz na tydzień coś się pojawi.
Pozdrawiam . :**
czwartek, 25 sierpnia 2011
Piątek, 18 sierpnia.
Obudziłam się rano, dzięki promieniom wschodzącego słońca, delikatnie przygrzewających mojemu ciału. Wiedziałam, że dziś zapewnie nie stanie się nic miłego. Ja to po prostu czułam. Nie wiedziałam czy mama Pawła przeżyje, co się z nim dalej stanie. Chciałam pobiec na jego oddział jaknajszybciej ale pielęgniarki, oraz ból w okolicy żeber mi nie pozwalały. Wiedziałam, że siedział przy niej całą noc, po za tym nie miał się gdzie podziać. W uszach ciągle huczały mi jego wczorajsze słowa. Słowa, które poniekąd chciałam usłyszeć. A raczej ich część. To boli. Cholernie boli. Bo nie wszystko jest takie proste jak w przedszkolu. Z zamyśleń wyrwał mnie huk otwieranych drzwi. Dziewczyny od razu otworzyły oczy. To nikt inny jak Kamil, Wiktor no i Edytka. Przywitałam się z nimi ciepło, a oni opowiadali wszystko co się u nich działo. W sumie to nie było nic ciekawego, bo ciągle opiekowali się Emilem. Ale roześmiał mnie fakt iż pielęgniarka przyszła do niego z igłą, której tak nienawidzi i się jej panicznie boi, po to by pobrać krew, a po całym 'zabiegu' okazało się, że pomyliła sale. Wybaczyłabym Emilowi, nawet przeprosiła, ale tak się nie robi. Niech nie myśli, że może nazwać mnie jak chce, a ja wpadnę mu do domu na kolanach z bukietem kwiatów i liścikiem przepraszającym. O nie. Edytka przeprosiła mnie, że nie wpadali, ale byli u Emila, a po za tym widzieli Michała i Pawła, którzy na zmianę wchodzą do mojej sali. Przyszli dziś po Emila, bo miał iść już do domu, więc wpadli przy okazji do mnie. Jak się dowiedziałam siedzi z Sylwią za drzwiami i czeka aż wyjdą. Trochę posmutniałam że nie wpadł. Byliśmy przecież jak rodzeństwo. Ale Kamil szybko naprawił mi humor swoimi żartami. Wiktor oczywiście zapewnił, że będzie codziennie wpadał, chociaż wypisują mnie już niedługo. Edytka kupiła mi tyle czekolad, że wystarczy mi chyba na tydzień. Wiktor i Edyta pożegnali się ze mną tłumacząc się, że muszą odwieźć Emila, a Bartek niecierpliwi się w samochodzie. Kamil został. '-Muszę z tobą porozmawiać' - zaczął, a jego twarz zmieniła się na bardziej oficjalną. Jego brązowe oczy zaświeciły się przyjaźnie, a ja byłam strasznie ciekawa co mi chce powiedzieć. '-Bo wiesz.. spodobała mi się taka dziewczyna, nawet chyba ją znasz... no nie ważne. Nie wiem co mam zrobić z tym faktem.. - wyznał. '-Byłoby mi łatwiej gdybyś powiedział która to. ' - powiedziałam poważnie. '-Ta Angelika, która mieszka koło ciebie.. wiesz która.' - powiedział, a poliki mu się zaczerwieniły. A już myślałam że to Edytka. No szkoda, byłaby z nich niezła para. '-Po prostu ją zaproś gdzieś i tyle.' - odpowiedziałam. Nagle do sali wpadł Michał. '-Hej, myślę że teraz powinnaś być przy Pawle.' - powiedział. Oczy mi się zaszkliły, spodziewałam się najgorszego. '-Nie mogę się stąd ruszyć' - powiedziałam wskazując na żebra. Wtedy Michał wprowadził do sali wózek inwalidzki. Z pomocą Kamila szybko na niego wsiadłam i rozkazałam opuszczenie tego oddziału w trybie natychmiastowym. Jednak to dla mnie ciągle było za wolno. Chciałam, tam być już, teraz. 5 minut nigdy w życiu nie dłużyło mi się aż tak. Zobaczyłam Pawła siedzącego na krześle na przeciwko sali. Wyglądał jak małe, skulone dziecko z blond włosami i lazurowymi oczami, w których krył się śmiertelny strach. Spojrzał na mnie zaszklonymi oczami. '-Odejdź.' - powiedział i spuścił głowę w dół. Na podłogę skapły jego łzy. '-Nie odejdę, nie jestem jedną z tamtych, nawet gdybyś niewiadomo jaki dla mnie był.' - powiedziałam, chowając już twarz w dłoniach. Kamil podał mi chusteczkę, posadził mnie na krześle koło Pawła i odszedł, a Michał poszedł dowiedzieć się co z tym lekarzem. '-Nie chcę żebyś tu była, rozumiesz? Wszystko co najgorsze przelatuje mi przed oczami, więc proszę idź stąd!' - krzyknął. Popatrzyłam na niego wystraszonym wzrokiem. Chwilę później jego głowa już najdowała się na moich kolanach. Przytuliłam się do jego pleców, chociaż ból był niesamowity, zrobiłam to. Jego łzy skapywały na moje spodnie od pidżamy. Mierzwiłam jego miękkie włosy, powtarzając że będzie dobrze, że jestem tu niezależnie od tego co mi zrobił. On ciągle powtarzał żebym odeszła, jednocześnie nie puszczając mnie. Z braku płynów, lub w wycieńczenia, zasnął na moich kolanach głową do sufitu. Patrzyłam na niego, mówiąc że będzie dobrze, chociaż wcale tak nie myślałam. Wiedziałam że będzie źle. Wytarłam jego policzek z zaschniętych łez. Po jakiejś godzinie zobaczyłam chłopaków z lekarzem. '-Witaj, ty pewnie jesteś jego dziewczyną.' - powiedział. Oczywiście zaprzeczyłam. Przecież nie byłam. '-Tak czy siak, przekaż mu, że jego mama zostanie odłączona od aparatury podtrzymującej jej życie.' - powiedział a w oczach zagościły łzy. Lekarz kontynuował. - 'Spokojnie, będzie żyła, jest na tyle silna, że będzie żyła samodzielnie. Jednak ja jako lekarz daję jej maksimum 3 - 4 tygodnie życia. Ale tego młodemu raczej nie przekazuj. Załamie się, a mamy dość dużo ludzi z próbami samobójczymi w naszym szpitalu. Nie potrzeba nam więcej osób.' - powiedział i odszedł. Szybko obudziłam Pawła a ten kucając przy mnie wszystko słuchał. Nadal miał łzy w oczach i to zagubione spojrzenie. Sądziłam, że Paweł ma prawo wiedzieć wszystko, ale i tak mu nie powiedziałam. Sam się domyślił. Podziękował mi za wszystko co dla niego zrobiłam i odszedł. Poszedł szukać domu. A na pożegnanie powiedział: obyś nigdy się na mnie nie natknęła. Ani na ludzi mojego pokroju.
__________________________________
To mi jakoś nie wyszło, a to wszysto przez stres związany z przepisaniem mnie z klasy do klasy . :)
Trzymajcie kciuki.
A i apeluję byście pisali komentarze co wam się podoba, co nie, co chcielibyście żeby zdarzyło się dalej itd.
Pozdrawiam ;**
__________________________________
To mi jakoś nie wyszło, a to wszysto przez stres związany z przepisaniem mnie z klasy do klasy . :)
Trzymajcie kciuki.
A i apeluję byście pisali komentarze co wam się podoba, co nie, co chcielibyście żeby zdarzyło się dalej itd.
Pozdrawiam ;**
środa, 24 sierpnia 2011
Czwartek, 17 sierpnia.
Nie zdążyłam się obronić. Cios leciał jeden za drugim. To w twarz, to w brzuch. Wpadła w jakiś szał. A ja zszokowana nie zdołałam nic zrobić. Upadłam. Nie czułam nic, tylko strach. Najwyraźniej ktoś już odciągnął Agnieszkę. Pewnie Michał. Spojrzałam w górę. Miałam małe pole widzenia, spuchła mi twarz dookoła oczu. Zobaczyłam jak Paweł trzyma Agnieszkę, potrząsając nią. '-Czy ty wiesz co robisz? Jesteś jakaś pojebana czy co?' - krzyczał. Nie patrzała mu w oczy, podczas gdy on utkwił w jej oczach wzrok i za nic nie chciał go spuścić. Wskazała ręką w moją stronę. '- To przez nią, prawda? Kochasz ją tak jak nigdy w życiu nikogo nie kochałeś. To widać. Tylko po co błądzić? Ile jeszcze osób zranisz by w końcu sobie to wszystko uświadomić?' - teraz ona patrzyła w jego lazurowe oczy, jakby szukając odpowiedzi. On spuścił wzrok, a po policzku spłynęło coś co zalśniło. Niewątpliwie była to łza. Złapała go za podbródek, tak żeby spojrzał w jej oczy. '-Przepraszam.' - wydukał. Żadko zdarzało mu się coś takiego. '-Spokojnie. Otrząsnę się. Od samego początku wiedziałam co się z tobą dzieje. Byłam na to przygotowana. Powodzenia, niech ci się wszystko ustabilizuje.' - stanęła na palcach i pocałowała go w czoło. Była dość wysoka. Tymczasem ja siedziałam wpół żywa na kolanach Michała, który już zdążył zadzwonić po pogotowie. Podeszła do nas Agnieszka. '-Czego tu jeszcze chcesz?' - spytał ostro Michał. '-Martyna, ja chciałam cię przeprosić. Co mam zrobić żebyś się nie gniewała?' - spytała. Najwidoczniej nie była z niej aż taka pusta panna jak myślałam. A może nie chciała sprawy w sądzie? '-Po prostu pójdźmy na piwo, lub coś.' - odpowiedziałam bez zastanowienia, a potem najzwyczajniej w świecie zemdlałam.
**************************************
Obudziłam się w szpitalu, akurat gdy lekarze robili obchód. '-Ile spałam? Co mi się stało?' - spytałam lekarza. Ten uśmiechnął się do mnie. '-Przespałaś tylko jedną noc. Dziś jest czwartek, godzina 11:00. Nie masz jakiś tam poważnych obrażeń. Siniaki, stłuczenia i połamane dwa żebra. Podobnie jak chłopak z sali obok.. Jakiś Emil czy jak mu tam.' - powiedział, a w żołądku zrobiło mi się nieprzyjemne uczucie. Wzięłam co było pod ręką i w to zwymiotowałam. Dobrze się złożyło gdyż było to jakieś wiadro. '-Nie wiedziałem, że gadanie o chłopakach aż tak cię odrzuca.' - zaśmiał się lekarz. Do sali wszedł Michał, usiadł koło mnie, a lekarz już nieco skołowany wyszedł z sali. Przyjrzałam się jej. Oprócz mnie leżały w niej dwie pacjentki. Jak się później okazało była to Ania i Kasia. Michał już je dobrze obczaił. '-Jak się czujesz? Przyniosłem ci owoce.' - powiedział uśmiechając się. '-Wszystko mnie boli i chyba dziś już niczego nie zjem.' - wskazałam na wiadro rzygowin. '- A Paweł wie, że to nic poważnego?' - spytałam. Michał spojrzał na mnie zaskoczoną miną. '-Myślałem, że wszystko pamiętasz.' - powiedział. - 'myślałem, że pamiętasz to, że karetka nie przyjechała, a Paweł przejmując ciebie rozkazał mi iść do domu. Jakieś dresiki go napadły. Usadził cię na trawie i się z nimi napierdalał. Ale nie ukrywajmy: czterech na jednego, to nie miało prawa się udać. Ostatkiem sił wstał, wziął cię na ręce, poszedł do szpitala i położył cię na łóżku, mdlejąc pielęgniarce na ręce. Chcieli go zatrzymać, ale poszedł. Chyba jest w szpitalu, tu leży jego matka. Jest załamany, jutro przecież ma się dowiedzieć czy.. no wiesz.' - to wszystko było dla mnie szokiem. Dla nikogo by taki nie był. Nie on. Wyprosiłam Michała, musiałam się przespać. Śniło mi się, że wszystko było prostsze. Moja mama żyła, jego mama nie była chora, każdy był dla siebie miły. Ze snu wyrwało mnie ciepło czyjejś dłoni. Nie wiedziałam kto to. Wiedziałam tylko, że trzyma mnie za dłoń. Czułam na skórze włosy. Niewątpliwie były to Jego włosy. Łzy skapywały na moją rękę, a i ja sama miałam powtrzymać się od łez. Usłyszałam jego głos. Załamany. Zachrypnięty. '- Nie wiem co mam już robić. Wyrzucili mnie z domu. Nie mam gdzie mieszkać. Nikt mnie nie kocha. Ty też. Tylko ci się tak zdaje. Każdemu się tak zdaje. Każdy już wie jak to ze mną jest, więc nikt się nie przywiązuje. I to prawda, co mówiła Agnieszka. Może ja nadal coś czuję i może czuję to właśnie do ciebie. Zraniłem cię dość, więc będę trzymał się od ciebie z daleka. Będę jak anioł stróż. Nikt cię nie tknie, choćbym miał zginąć. Pewnie Michał opowiadał ci o tym co się działo w nocy. Dobrze, że tego nie słyszysz, bo jesteś nieprzytomna. Od jutra nie będziesz mnie widziała. Nie będziesz się ze mną widywała. Będziesz tylko patrzyła na skutki moich działań. I nie ważne gdzie i o której porze. Ja zawsze będę cię kochać' - szepnął. Chwilę posiedział przy mnie, musnął wargami moje czoło i odszedł. Wstałam i do oczu napływały mi łzy. Zarówno Kasia jak i Ania szybko podbiegły do mnie, przytulając mnie. Nie wiem czy to wszystko były ze szczęścia, czy ze smutku bądź spokoju. Dziewczyny sądziły, że to co powiedział było piękne. Dla mnie nie bardzo. Cały wieczór przegadałyśmy obżerając się czekoladą i pijąc schowaną w materacu wódkę. W końcu wyczerpane usnęłyśmy. A sen który mi się śnił, strasznie różnił się od rzeczywistości. Chorej rzeczywistości.
___________________________________
Strasznie długa notka ale mam nadzieję, że wytrwacie do końca.
Przydałyby się jakieś komentarze, bo nie wiem czy piszę tak jak wam się podoba czy wręcz przeciwnie.
Pozdrowienia . ;P
**************************************
Obudziłam się w szpitalu, akurat gdy lekarze robili obchód. '-Ile spałam? Co mi się stało?' - spytałam lekarza. Ten uśmiechnął się do mnie. '-Przespałaś tylko jedną noc. Dziś jest czwartek, godzina 11:00. Nie masz jakiś tam poważnych obrażeń. Siniaki, stłuczenia i połamane dwa żebra. Podobnie jak chłopak z sali obok.. Jakiś Emil czy jak mu tam.' - powiedział, a w żołądku zrobiło mi się nieprzyjemne uczucie. Wzięłam co było pod ręką i w to zwymiotowałam. Dobrze się złożyło gdyż było to jakieś wiadro. '-Nie wiedziałem, że gadanie o chłopakach aż tak cię odrzuca.' - zaśmiał się lekarz. Do sali wszedł Michał, usiadł koło mnie, a lekarz już nieco skołowany wyszedł z sali. Przyjrzałam się jej. Oprócz mnie leżały w niej dwie pacjentki. Jak się później okazało była to Ania i Kasia. Michał już je dobrze obczaił. '-Jak się czujesz? Przyniosłem ci owoce.' - powiedział uśmiechając się. '-Wszystko mnie boli i chyba dziś już niczego nie zjem.' - wskazałam na wiadro rzygowin. '- A Paweł wie, że to nic poważnego?' - spytałam. Michał spojrzał na mnie zaskoczoną miną. '-Myślałem, że wszystko pamiętasz.' - powiedział. - 'myślałem, że pamiętasz to, że karetka nie przyjechała, a Paweł przejmując ciebie rozkazał mi iść do domu. Jakieś dresiki go napadły. Usadził cię na trawie i się z nimi napierdalał. Ale nie ukrywajmy: czterech na jednego, to nie miało prawa się udać. Ostatkiem sił wstał, wziął cię na ręce, poszedł do szpitala i położył cię na łóżku, mdlejąc pielęgniarce na ręce. Chcieli go zatrzymać, ale poszedł. Chyba jest w szpitalu, tu leży jego matka. Jest załamany, jutro przecież ma się dowiedzieć czy.. no wiesz.' - to wszystko było dla mnie szokiem. Dla nikogo by taki nie był. Nie on. Wyprosiłam Michała, musiałam się przespać. Śniło mi się, że wszystko było prostsze. Moja mama żyła, jego mama nie była chora, każdy był dla siebie miły. Ze snu wyrwało mnie ciepło czyjejś dłoni. Nie wiedziałam kto to. Wiedziałam tylko, że trzyma mnie za dłoń. Czułam na skórze włosy. Niewątpliwie były to Jego włosy. Łzy skapywały na moją rękę, a i ja sama miałam powtrzymać się od łez. Usłyszałam jego głos. Załamany. Zachrypnięty. '- Nie wiem co mam już robić. Wyrzucili mnie z domu. Nie mam gdzie mieszkać. Nikt mnie nie kocha. Ty też. Tylko ci się tak zdaje. Każdemu się tak zdaje. Każdy już wie jak to ze mną jest, więc nikt się nie przywiązuje. I to prawda, co mówiła Agnieszka. Może ja nadal coś czuję i może czuję to właśnie do ciebie. Zraniłem cię dość, więc będę trzymał się od ciebie z daleka. Będę jak anioł stróż. Nikt cię nie tknie, choćbym miał zginąć. Pewnie Michał opowiadał ci o tym co się działo w nocy. Dobrze, że tego nie słyszysz, bo jesteś nieprzytomna. Od jutra nie będziesz mnie widziała. Nie będziesz się ze mną widywała. Będziesz tylko patrzyła na skutki moich działań. I nie ważne gdzie i o której porze. Ja zawsze będę cię kochać' - szepnął. Chwilę posiedział przy mnie, musnął wargami moje czoło i odszedł. Wstałam i do oczu napływały mi łzy. Zarówno Kasia jak i Ania szybko podbiegły do mnie, przytulając mnie. Nie wiem czy to wszystko były ze szczęścia, czy ze smutku bądź spokoju. Dziewczyny sądziły, że to co powiedział było piękne. Dla mnie nie bardzo. Cały wieczór przegadałyśmy obżerając się czekoladą i pijąc schowaną w materacu wódkę. W końcu wyczerpane usnęłyśmy. A sen który mi się śnił, strasznie różnił się od rzeczywistości. Chorej rzeczywistości.
___________________________________
Strasznie długa notka ale mam nadzieję, że wytrwacie do końca.
Przydałyby się jakieś komentarze, bo nie wiem czy piszę tak jak wam się podoba czy wręcz przeciwnie.
Pozdrowienia . ;P
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Środa, 17 sierpnia.
Dalej jechaliśmy w milczeniu, tak było najlepiej. Wzięłam tylko koc z tylniego siedzenia i owinęłam się nim. Choć było gorąco, miałam dreszcze. Ze strachu. Po paru minutach stanęliśmy przed szpitalem. Wbiegłam do szpitala po drodze potrącając kilku lekarzy oraz jakieś pielęgniarki, które omiotły mnie dzikim spojrzeniem. Podbiegłam do recepcji. Siedziała tam drobna blondynka, wyglądająca na miłą. Spytałam się tylko gdzie leży Emil i już do niego biegłam. Czasem nie wyrabiałam się na zakrętach i upadałam, ale szybko się podnosiłam. Gdy stałam przed drzwiami ktoś mnie zatrzymał. Był to lekarz. '-Nie możesz tam wejść.' - powiedział. Miał nieprzyjemny głos i ohydną wręcz brodę. Wyprowadził mnie do jakiegoś korytarza. Nie miałam pojęcia w jakiej części szpitala byłam, ale na szczęście reszta ekipy też tam czekała. Bartek przybiegł za mną, Wiktor palił kolejnego papierosa mimo zakazu, Sylwia była zapłakana (ma tak zawsze gdy się denerwuje), Edytka siedziała skulona, owinięta kocem, a Kamil przytulał ją, chciał ją jakoś pocieszyć. Wszyscy byliśmy zdenerwowani, nie wiedzieliśmy co z nim, w jakim jest stanie. Ja dodatkowo nie wiedziałam jak doszło do tego wszystkiego. Bartkowi trzęsły się ręce, tak jak i mi. Byliśmy dla niego rak jakby rodzeństwem. Wzięłam koc i usiadłam koło Bartosza. '-Co teraz będzie? Co będzie jak go.. zabraknie?' - ledwo powiedziałam ostatnie słowo. Płacz ściskał mi gardło, na świat wydobywały się nowe łzy, które skapywały na bluzkę Bartka oraz na jego koc. Usnęłam. Ocknęłam się dopiero rano. Każdy spał. Prawie. Bartosz palił papierosa przy oknie, ja miałam pod głową poduszkę. Okazało się, że jakaś miła pielęgniarka dała nam poduszki oraz co niektórym kołdry. Chciała dostawić nam kilka łóżek, ale nie chcieliśmy robić kłopotu. Gdy tak patrzyłam na resztę, moją uwagę przykuł cudowny obraz, jakim jest Kamil wtulony w Edytę. Jakby byli rzeczywiście razem. Jakże byłabym szczęśliwa, jakby tak rzeczywiście było! No nic. Podeszłam do Bartosza, spojrzałam na niego. Nie wyglądał najlepiej, prawdopodobnie nie przespał nocy. '-Będzie dobrze. Wiem to.' - powiedziałam, i w tej chwili przyszedł do nas facet w białym faruchu. Jak się później okazało - był lekarzem. Z początku myślałam, że chce nas stąd wywalić, ale okazał się być całkiem miłym gościem. '-I jak? Co z nim?' - spytaliśmy. '-Niestety nie mogę udzielić wam takich informacji, ponieważ nie jesteście nikim z rodziny' - odpowiedział z nutką współczucia w głosie. '-Jestem jego siostrą.' - wypaliłam bez zastanowienia, i jak się później okazało - opłaciło się. Lekarz wprowadził mnie do sali, w której leżało trzech chorych - w tym Emil. Wyglądał źle. Może nie aż tak, jak sobie wyobrażałam, ale źle. Podeszłam do niego. Nie spał. Raczej udawał. Dosunęłam krzesło do jego łóżka i spojrzałam na gościa w kitlu. Lekarz oznajmił mi co się stało. Prawdopodobnie pobicie. Był pod wpływem alkoholu i kokainy. Zatkało mnie. To dlatego nie był już taki smutny. Przez narkotyki. Obrażenia: liczne stłuczenia, połamane dwa żebra. Nic poważnego. Lekarz poszedł, a ja w końcu odezwałam się do chorego przyjaciela. '-Nie udawaj, że śpisz. Możesz mi się jakoś wytłumaczyć?' - odezwałam się surowo. '-Po pierwsze, nie muszę się ci tłumaczyć. To było jednorazowe. A biłem się dlatego, bo były jakieś chore ploty na twój i Michała temat. Właśnie, możesz mi powiedzieć skąd ta zmiana?' - spytał. Sama nie wiedziałam. Nie mogłam się wytłumaczyć sama sobie, a co dopiero jemu. '-Nie wiesz? A ja wiem. Chcesz się zbliżyć do Pawła. Zachowujesz się jak pusta laska. O ile już nią nie jesteś' - no nie. Przegiął. Kurwiki w moich oczach się nagle uaktywniły. Po prostu wzięłam ciasto ze stolika, które najwyraźniej jego nie było. Wyjebałam je mu w twarz. Poszłam. Ekipa już się obudziła. Siedzieli z kawą w ręku i czekali na wiadomości. '-Jemu nic nie jest, ale myślałam, że jest inny.' - powiedziałam i wyszłam. Cisnęłam butelką wody przed siebie i zapaliłam papierosa. No tak, nie miałam jak wrócić. Zobaczyłam skuter. Czarny. Niewątpliwie był to Michał. Zawsze pojawia się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. '-Cześć.' - przywitał się. - 'Przyjechałem po Pawła, ale najwidoczniej tu go nie ma. Może ciebie mógłbym odwieźć?' - spytał. To było miłe z jego strony, szczególnie dlatego iż znaliśmy się z dwa dni. Założyłam kask i wsiadłam. Trzymałam się go kurczowo, opowiadając o wszystkim. O Pawle i o Emilu. Nawet o nocy w szpitalu. Zrozumiał i za to go cenię. Gdy dotarliśmy na miejsce, przypomniało mi się, że nadal mam na sobie jego koszulkę. Zaprosiłam go więc na kawę. Wzięłam szybki przysznic, przebrałam się w jedną z za dużych koszulek, a jemu oddałam własność. Nawet nie zdążyłam jej uprać, ale on nie miał z tym problemu. Wiedział w jakiej jestem sytuacji. Gadaliśmy o wszystkim. Cudownie się z nim gada. Nie potępia mnie i mojego zachowania. Jedyne co robi to rozumie. Oglądaliśmy jakiś film na dvd gdy nagle usłyszeliśmy krzyki. Wybiegliśmy od razu na plażę - ja w mokrych włosach, oczywiście nie zdążyłam wysuszyć. To Paweł i Agnieszka. Najwidoczniej kłócili się, chociaż nie wiedziałam dokładnie o co. Gdy Paweł mnie zobaczył zatrzymał na mnie wzrok. Nie dochodziło do niego to co Agnieszka w ogóle mówiła. Jedyne co zdążyłam zauważyć to pięść Agnieszki lecąca do mojego policzka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)